Przemysław Sławiński – Sukces w korporacji

5D3_9962
0

O recepcie na sukces w pracy w dużym międzynarodowym przedsiębiorstwie w rozmowie z Przemysławem Sławińskim z Infosys Poland.

Paulina Czarnek-Wnuk: Czym zajmuje się Pan w Infosys Poland?

Przemysław Sławiński: Jestem starszym menedżerem operacji, czyli senior operations manager, bo taką anglojęzyczną terminologią posługujemy się w pracy. Zajmuję się procesami source to pay, czyli od identyfikacji źródła zakupu, poprzez wykonanie zamówienia, aż do otrzymania faktury i jej zaksięgowania. Obecnie pracuję z 7 liderami odpowiedzialnymi za 7 różnych zespołów w procesie zakupowym oraz około 110 osobami tworzącymi te operacje. Realizujemy zlecenia dla dwóch krajów – Kanady i Francji. Dlatego też większość członków naszego zespołu musi znać język francuski – posługuje się nim blisko 80% osób. Z kolei znajomość angielskiego to podstawa naszej pracy.

P. Cz.-W.: Znajomość języków obcych jest więc w tej pracy nieodzowna. W jaki sposób zdobywał Pan tę umiejętność?

P. S.: Przygodę z językiem francuskim zacząłem już pod koniec szkoły podstawowej. Naukę kontynuowałem również na kolejnych etapach edukacji, między innymi w klasie dwujęzycznej XIII Liceum Ogólnokształcącego oraz na International Faculty of Engineering Politechniki Łódzkiej. Mój wybór celowo padł na kierunek wykładany w języku francuskim – business and technology (zarządzanie i produkcja). A decydując się na udział w programie wymiany studentów Erasmus, konsekwentnie wybrałem francuską uczelnię oferującą wykłady z international business. Podsumowaniem mojego kształcenia było uzyskanie w 2010 roku dyplomu magistersko-inżynierskiego oraz dyplomu typu MBA dzięki współpracy Politechniki Łódzkiej, Uniwersytetu Łódzkiego i Uniwersytetu w Lyonie. Międzynarodowe kontakty, nie tylko studenckie, ale i te biznesowe, nawiązane we Francji zaowocowały możliwością odbycia praktyk i czerpania wiedzy z doświadczenia specjalistów z branży.

P. Cz.-W.: W jaki sposób znajomość francuskiego wpłynęła na rozwój Pana zawodowej drogi? 

P. S.: Z całą pewnością dzięki niej stałem się bardziej widoczny na rynku pracy, wyróżniający się w oczach rekruterów i potencjalnych pracodawców. Wykorzystywałem ją na każdym z moich dotychczasowych stanowisk. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobyłem w małej, lokalnej firmie z okolic Strykowa produkującej syropy owocowe, gdzie zajmowałem się zakupami, rozszerzaniem rynku oraz sprzedażą produktów za granicą, między innymi w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Byłem jedyną osobą w firmie posługującą się językami obcymi.  Kolejnym ważnym krokiem w mojej karierze było rozpoczęcie współpracy z dużą międzynarodową firmą Procter and Gamble, by następnie trafić do Philipsa, gdzie odpowiadałem za zakupy dla regionu francuskiego, przy czym robiłem to indywidualnie, a nie w zespole, jak to miało miejsce wcześniej. Po niespełna 3 latach otrzymałem interesującą ofertę od Infosys.

P. Cz.-W.: Jak w takim razie trafił Pan do tej firmy? 

P. S.: W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że potrzebuję zmian, i akurat wtedy odezwali się do mnie rekruterzy z Infosys, poszukujący sourcing specialist, czyli kupca, z językiem francuskim. Posiadałem więc dwie ważne w tej pracy zalety – doświadczenie w zakupach i znajomość tego konkretnego języka obcego. Zaoferowano mi pracę wpisującą się w trendy panujące na rynku shared services centers (SSC), outsourcing (BPO). Nie były to dominujące do tej pory zakupy transakcyjne, ale takie, w których musiałem dokonywać analizy rynku, negocjować kontrakty oraz podejmować finalne decyzje w interesie klienta. Było to pierwsze i jedyne tego rodzaju stanowisko w Infosys w Łodzi liczącym wówczas ponad 1000 pracowników. I to przyciągnęło mnie do tej oferty najmocniej – zaobserwowałem, że na rynku jest trend, który w przyszłości może się okazać bardzo silny.

P. Cz.-W.: Musiał więc Pan podjąć pewne ryzyko. 

P. S.: Faktycznie trochę zaryzykowałem. Nie podjąłbym jednak tej decyzji, nie widząc, co dzieje się na rynku pracy. A zauważalny był fakt, że coraz więcej klientów korzysta z usług firm outsourcingowych nie tylko w procesach transakcyjnych.

P. Cz.-W.: W Infosys pracuje Pan już trzeci rok. Jak do tej pory układała się Pana droga w firmie? 

P. S.: Doceniono mnie już po 1,5 roku pracy. Wykazałem, że potrafię współpracować z klientami i osiągać pożądane rezultaty na przykład w negocjacjach z dostawcami i w podpisywaniu kontraktów. Po pewnym czasie zauważyłem też, że warto byłoby podzielić się tą wiedzą ze współpracownikami i realizować takie właśnie podejście w małym zespole. Stworzyliśmy 7-osobowy zakupowy zespół source to contract, a dla mnie była to kolejna szansa na rozwój: ze starszego lidera projektu awansowałem na menedżera operacji. Jednocześnie starałem się realizować poza moim departamentem, angażując się w podobne projekty obejmujące całą firmę. Dzięki temu stałem się rozpoznawalny dla kontrahenta, który rozmawiał ze mną jako specjalistą w danym zakresie, ale również dla zarządu, co w lipcu 2015 roku zaowocowało propozycją objęcia przeze mnie stanowiska starszego menedżera procesów source to pay. Cały czas wspieram pozyskiwanie nowych klientów. Włączyłem się też w aktywności propagujące i scalające wszystkich specjalistów zajmujących się sourcingiem, by móc wspólnie dzielić się doświadczeniami czy też rozmawiać o trudnościach, które napotykamy.

P. Cz.-W.: W swojej pracy zajmował się Pan również „wspieraniem talentów”. Co kryje się pod tym hasłem?

P. S.: W firmie zatrudniane są osoby o różnorodnych umiejętnościach, doświadczeniach i aspiracjach. Czasami może okazać się, że dany pracownik nie odnajduje się na proponowanym stanowisku albo ma cechy, które mógłby lepiej wykorzystać w innym miejscu. Staram się więc poprzez liderów, a czasami też indywidualnie, rozmawiać z pracownikami o ich potrzebach, zainteresowaniach i kierunkach, w których chcieliby się rozwijać, tak, by umożliwić każdemu rozbudowę ścieżki kariery, niekoniecznie w tym samym dziale lub u tego samego klienta.  Już na początku pracy w Infosys wpadłem na pomysł stworzenia Sourcing Mentoring Program będącego pierwszą tego rodzaju inicjatywą w firmie. Zgromadziłem osoby wykonujące pracę transakcyjną z największym potencjałem rozwoju i wybrałem spośród nich takie, którym przekazałem w teorii i w praktyce, jak wygląda praca category managera/sourcing specialist. W pierwszej edycji były to 3 osoby, w kolejnej już 12. Cieszy mnie fakt, że większości z nich udało się awansować i obecnie pracują one na stanowiskach, gdzie wykorzystują przekazaną im przeze mnie wiedzę. Rozwijanie talentów to nie tylko dbanie o pracowników wewnątrz własnego departamentu, ale również podejmowanie często trudnych decyzji umożliwiających im przejście do innego zespołu.

P. Cz.-W.: W jaki sposób zrodziła się w Panu taka chęć do wspierania współpracowników? 

P. S.: Pracownik będący na odpowiednim miejscu jest bardziej efektywny i spełniony. Praca w tak licznym zespole, dodatkowo w środowisku międzynarodowym, wymaga dużego zaangażowania, wysiłku i wzajemnego zaufania. Zależało mi, aby pracownicy czuli, że docenia się ich umiejętności i aktywnie wspiera ich rozwój. A to rezultacie przynosi naszej współpracy obopólne korzyści.  W realizacji tego projektu odpowiadałem za organizację całego programu treningowego oraz prowadzenie wybranych szkoleń i na każdym kolejnym etapie przekonywałem się, że to, co robię, ma sens.

P. Cz.-W.: Co daje Panu praca w korporacji, która bywa przecież – w obiegowej opinii – kojarzona dość stereotypowo? 

P. S.: Faktycznie spotykam się z różnymi opiniami, natomiast ja zdecydowanie spełniam się w tym miejscu, nie ciąży mi powrót do biura po weekendzie. Szczególnie cenię sobie pracę z ludźmi, czerpię z tego przyjemność i czuję, że jest ona odwzajemniona. W mojej pracy zawsze coś się dzieje, więc z całą pewnością nie grozi mi nuda czy monotonia. Wciąż staram się szukać nowych wyzwań oraz rozwiązań zarówno dla firmy, jak i naszych klientów, co mocno motywuje mnie do działania. Wychodzę z założenia, że wspierając rozwój firmy, sam również się rozwijam i umacniam swoją pozycję w organizacji. Moje wysiłki są zauważane i doceniane, a to rekompensuje mi stresowe sytuacje i trudniejsze momenty, których – nie oszukujmy się – nie da się uniknąć.

P. Cz.-W.: Jakie umiejętności powinna posiadać osoba, która chciałaby się spełniać w pracy w sourcingu czy też na stanowisku lidera w zakupach?

P. S.: Powinna być dociekliwa, bo to napędza do działania, usprawniania istniejących procesów, poszukiwania nowych rozwiązań, podnoszenia jakości usług. Ważnymi cechami są też otwartość na innych, umiejętność docierania do klientów i budowania wzajemnego zaufania, ale także zdolność negocjacji i skutecznej komunikacji z dostawcami. Trzeba się również liczyć z koniecznością prowadzenia pracy zdalnie, co nieco utrudnia kontakt. Z kolei osoby pracujące na stanowiskach menedżerskich przyjmują na siebie dużą odpowiedzialność i muszą umieć sobie z tym radzić. Istotną zaletą będzie umiejętne zarzadzanie zespołem i procesami, efektywna współpraca z ludźmi, a przede wszystkim odporność na stres, szczególnie w okolicznościach, na które nie mamy wpływu.

P. Cz.-W.: Jak w takim razie odnieść sukces w korporacji?

P. S.: Sukces w środowisku korporacyjnym jest składową wielu czynników – doświadczenia i umiejętności, predyspozycji interpersonalnych, gotowości wspierania firmy. Jednocześnie warto być otwartym na nowe wyzwania i nie bać się chwytać nadarzających się okazji. Trzeba również trafić na odpowiedni moment i dobrze go wykorzystać – mnie się to udało.

Autor: Paulina Czarnek

Related Blogs

Zostaw komentarz